Zapraszamy na wspólne obserwowanie przesilenia jesiennego w zachodnich Gorcach!
Odkryj uroki wrześniowych Gorców oraz Rabki podczas dwudniowego spaceru, który połączy zachwycające pejzaże z niezwykłą podróżą w czasie, którą zaczniemy w malowniczej Rabce!
Opowiemy, jak na przełomie XIX i XX wieku wędrowali w górach kuracjusze, jak wyglądał wypoczynek w czasach PRL-u i czym różnił się od współczesnych wypraw górskich. Spacer urozmaicą nam nie tylko wspaniałe widoki, ale również opisy i wspomnienia znanych (i nie tylko) postaci odwiedzających te okolice.
Czy jesteś gotowy, by założyć plecak i sprawdzić, który styl podróżowania po Beskidach jest Ci najbliższy? Dołącz do nas i poczuj ten wyjątkowy klimat!
DZIEŃ 1. (sobota) – 26 września 2026 Zbiórka o 9:30 – Rabka PKP Trasa: Rabka (zwiedzanie oczywistych i mniej oczywistych punktów na trasie) – Bacówka na Maciejowej – Schronisko PTTK na Starych Wierchach Dystans: ok 11 km; przewyższenie: 565 m; czas przejścia: ok. 6h
DZIEŃ 2. (niedziela) – 27 września 2026 Trasa: Schronisko na Starych Wierchach – Suhora – Koninki Dystans: 8 km; przewyższenie: 219m; czas przejścia: ok. 3,5h
W przypadku wystąpienia sytuacji losowych lub trudnych warunków pogodowych organizator zastrzega możliwość modyfikacji wycieczki.
NOCLEG Schronisko PTTK na Starych Wierchach Koszt: 90 zł (pościel dodatkowo 30 zł)
WYŻYWIENIE → W schronisku będzie możliwość zakupu posiłku → Będzie można również skorzystać z kuchni turystycznej → Zabierz ze sobą suchy prowiant na drogę → Nie zapomnij o wodzie!
DOJAZD Z KRAKOWA 7:00-8:53 (autobus firmy Stolarczyk, cena około 25 zł)
POWRÓT DO KRAKOWA 16:00-16:20 (Autobus Kolei Małopolskich A 11) – Poręba Wielka Malarze – Mszana Dolna 16:45 – 17:45 Mszana Dolna – Kraków (Langowski) LUB 17:00-18:00 Mszana Dolna – Kraków (Rab Bus) – cena za przejazd ok 32 zł Uwaga: Dojazd z/do Krakowa jest opcjonalny. Bilety na autobus należy kupić we własnym zakresie!
KOSZTY Nocleg: 90 zł (zniżki dla członków PTTK, posiadaczy Karty Dużej Rodziny oraz Honorowych Dawców Krwi) opłata za wejście do GPN w dniu 27. września – zakup biletu online we własnym zakresie https://gpn.gov.pl/wstep-do-parku Wyżywienie: we własnym zakresie Przejazdy autobusem: wg cennika przewoźnika
UBEZPIECZENIE Każdy uczestnik Weekendu powinien ubezpieczyć się we własnym zakresie. Polecamy wyrobić legitymację PTTK, która oprócz ubezpieczenia daje również zniżki w wielu obiektach (m.in na nasz nocleg) https://oakrakow.pttk.pl/dolacz-do-nas/
KONTAKT Organizatorzy z ramienia SKPG: Hanna Kobiela E-mail: hszczerbak@gmail.com Telefon kontaktowy: 509 82 84 96
Zapisy trwają do 14 września 2026 r. do końca dnia lub do wyczerpania dostępnych miejsc. Za “zapisanego” uznaje się uczestnika, który wypełnił formularz oraz opłacił nocleg.
W pierwszej połowie sierpnia reprezentanci naszego Koła mieli okazję uczestniczyć w Trójsztafecie Karpackiej, czyli projekcie obejmującego kilkanaście rajdów po górach Słowacji i Czech organizowanych przez akademickie kluby oraz koła przewodnickie. Nam w udziale przypadły Góry Strażowskie i Mała Fatra Luczańska!
Przeczytajcie relację naszej koleżanki Darii Sosny z tej niezwykłej wyprawy:
„Wyjazd SKPG Kraków w ramach Trójsztafety Karpackiej rozpoczęła 4-osobowa ekipa w składzie Monika Mielnikiewicz, Wojtek Chmura, Sylwia Gałka i Daria Sosna. W słoneczne sobotnie popołudnie 1 sierpnia dotarliśmy do Żyliny, gdzie poszukiwania darmowego parkingu na tydzień zostały zakończone sukcesem i kawą przy Tesco. Ponieważ był to dzień nadprogramowy, postanowiliśmy coś zjeść i po długich poszukiwaniach w centrum, które wydawało się niemal martwe (czy Słowacy na pewno istnieją?), zlokalizowaliśmy pizzerię – na dodatek z pyszną pizzą! Można więc było rozpocząć naszą słowacką wyprawę jak należy: od Kofoli. Niektórzy połakomili się też na pierwsze piwo, niestety na kranie dostępne było jedynie czeskie.
Kolejnym punktem programu była jazda słowackim pociągiem, a właściwie autobusem z napisem “pociąg”. Jak się okazuje, u naszych południowych sąsiadów również istnieją remonty linii kolejowych. Mimo wszystko bez zbędnych przygód dotarliśmy do stacji Kľače, gdzie rozpoczęła się nasza wędrówka. Pierwszy spacer pozwolił podziwiać bożonarodzeniowe choinki i inne ozdoby całoroczne, a za miejscowością czekała na nas polanka nad potoczkiem i nocleg… jakby luksusowy! Pod dachem! Zignorowaliśmy namioty, rozłożyliśmy karimaty na pięterku sporej wiaty i oddaliśmy się wieczornemu moczeniu stópek w potoczku.
Niedzielny poranek przywitał nas piękną pogodą i po szybkiej optymalizacji trasy i zaopatrzeniu w chłodną źródlaną wodę ruszyliśmy w drogę. Pierwszy cel: Žibrid, najwyższy szczyt Sulowskich Skał! A skał było naprawdę dużo… Jedna na szczycie Žibridu pozwoliła na podziwianie takich szczytów jak Strażow i Kľak, do których mieliśmy dotrzeć w ramach naszej wyprawy. Kolejna, wychodnia Stratený Budzogáň, stanowiła ciekawy cel sam w sobie. A następne… następne pojawiły się na grzbiecie, którym wędrowaliśmy na szczyt Kečka. Chociaż widoczek na Kotlinę Sulowską wyłaniający się spomiędzy drzew był naprawdę ładny, ciągła zmiana kierunku z ostro w górę na ostro w dół i odwrotnie nieodparcie sugerowała, dlaczego niektóre źródła podają rozszerzoną nazwę tego szczytu: Płaczliwa Kaczka. Po tym przejściu nasza fascynacja skałkami jakby zmalała, a planowana wcześniej wizyta w jaskini Šarkania Diera jednogłośnie została wymieniona na rychłe zejście do kotliny, oczywiście z Kofolą na finiszu! Kofoli obowiązkowo towarzyszył wyprażany syr.
Tę noc spędziliśmy na kempingu w Súľov-Hradná, i to takim serwujacym lane piwo. Poziom luksusu zwiększył się, choć za prysznic trzeba było zapłacić, więc nie zwiększył się drastycznie. Wbrew obawom okazało się, że 5min to całkiem sporo, więc ostatecznie prysznic, mimo że płatny, został bardzo doceniony po tym, jak pozwolił zmyć z siebie czarny kurz Kečki. I jedyną skazą kempingu było nieodpowiedziane pytanie: gdzie to słowackie piwo?
Kolejny dzień zaczął się wcześnie i nieco mgliście, pozwalając podziwiać szczyty skał opatulone miękką kołderką. Szybko okazało się, że to upału ciąg dalszy. Na początek czekała nas wersja lajtowa wyprawy: namioty zostały na kempingu, a my poszliśmy szukać zamku Súľov. Najpierw znaleźliśmy Bramę Gotycką, wychodnię skalną będącą jednym z symboli Sulowskich Skał. A sam zamek, choć już w ruinie, okazał się prawdziwą warownią: ogromne naturalne skały, w kluczowych miejscach połączone murami. Wejście do warowni, mimo że niestrzeżonej, okazało się wcale niełatwe: po klamrach, drabinach, z przeciskaniem się przez wąskie okienko w pakiecie. Super widoki ze szczytu górnego zamku zdecydowanie to wynagradzały. Wycieczka została oceniona jako “pięknie, było warto”.
Tymczasem my już przed południem zwinęliśmy namioty i byliśmy gotowi do dalszej drogi. Czekało nas spokojne przejście, nastawione na wizytę w knajpie po drodze i uzupełnienie płynów (Kofola <3). Napojeni zdobyliśmy kolejną skałkę, Bosmany, z której mogliśmy podziwiać widok na Veľký Manín, najwyższy szczyt całych Gór Sulowskich, oraz na dwa wąwozy: Kostolecká Tiesňava i Manínska Tiesňava. Po kolejnej porcji Kofoli czekało nas przejście przez drugi z wymienionych wąwozów, a na końcu kemping. Tym razem z basenem! Sam kemping był dość mocno zatłoczony – ewidentnie dlatego, że w basenie była woda. Drugą przyczyną mogła być dostępność słowackiego piwa na kranie. Jednak noclegowi u stóp Wielkiego Manina nie można było odmówić uroku. I prysznic za darmo! Można się było wyprysznicować na cały nadchodzący tydzień, a wbrew pierwszym obawom miejsca pod namiot starczyło nie tylko dla nas, ale też dla Ani Osiki i Konrada Trojana, którzy tego wieczoru dołączyli do wyprawy.
Dzień trzeci rozpoczął się testowaniem kolejnych zbiorkomów słowackich. Aby zmienić Góry Sulowskie na Strażowskie, najpierw autobusem dotarliśmy do stacji kolejowej, skąd pociągiem dojechaliśmy do Ilavy. Przy okazji odkryliśmy, że przy płatności kartą w autobusie przysługuje 30% zniżki (dzięki Ania!). W akompaniamencie rozmów o Słowacji, Słowakach i słowackim zobaczyliśmy niezwykłe wejście do ilavskiego kościoła, okolone murami więzienia, a przed zakupami był przystanek na kawę i lody na pożegnanie z cywilizacją.
No i w górę! Dzień był niemiłosiernie upalny, więc posuwaliśmy się do przodu powoli i bez pośpiechu, aż dotarliśmy do zacienionego jeziorka, które aż prosiło o wymarzony postój. Regeneracja sił była nie do przecenienia: podejście na Vápeč, które potem nastąpiło, dało w kość. Zaczęły się też pierwsze problemy z wodą: choć po drodze źródeł było kilka, woda dostępna była tylko w jednym z niższych. Na szczęście jeden z lokalsów spotkanych przy jeziorze nas o tym uprzedził. Na Vápeč dotarliśmy prawie o zachodzie słońca, zmęczeni, ale i zadowoleni, a widok ze skały wynagrodził cały pot (podobno panoramkę było słychać nawet na przełęczy). W blasku słońca zachodzącego między pniami buków dotarliśmy na Srvátkova lúke, która okazała się całkiem przyjemnym miejscem na nocleg.
Świadomi, że upał nie da za wygraną, długą drogę do Zliechova rozpoczęliśmy wcześnie. Nie spieszyło się nam. Znalazł się czas na cudowną drzemką na polanie, znalazł się czas na ekstra sklep i zaopatrzenie w lody i zimne napoje, znalazł się też czas na kolejną drzemkę, tym razem nad potoczkiem. Dopiero kiedy najgorszy upał przeminął rozpoczęliśmy podejście na Strażow. Łatwo nie było, ale za to zdecydowanie było warto – szczyt wynagrodził widokami od Vtáčnika aż po Babią Górę. A pod szczytem fioletowo rozkwitała roślina, która od tego momentu towarzyszyła nam już do końca wyprawy: ostrożeń siedmiogrodzki.
Mimo wczesnej pobudki kolejnego dnia, nadal czuliśmy upał w powietrzu. Śniadanko zjedliśmy w drodze i jeszcze z rana dotarliśmy do miejscowości Čičmany, słynącej z malowanych chat. Poświęciliśmy nieco czasu na uzupełnienie zapasów w lokalnym sklepiku. Pomiędzy jednym a drugim kuflem Kofoli (tudzież piwa – w końcu to nie kursowa dniówka, tylko wakacje) poświęciliśmy też czas na spacer po miejscowości i podziwianie lokalnej drewnianej zabudowy pokrytej białymi wzorami. A kiedy już duch i ciało zostały nasycone, ruszyliśmy w dalszą drogę, do Homôľki. Sierpniowy upał, bukowe lasy, piękne polany, wcale nie takie łatwe podejścia, widoki na góry w oddali… Wędrówka trwała. Tego dnia zaczęliśmy też spotkać pojedynczych turystów, z których większość szła SNP (szlak im. Słowackiego Powstania Narodowego, najdłuższy znakowany szlak pieszy na Słowacji, ok. 770 km). Wspólną cechą wszystkich napotkanych osób był dzwoneczek na niedźwiedzie dzwoniący przy plecaku.
Tymczasem dla nas główną motywacją stały się… haluszki. Gdzieś po drodze wypłynęło, że tuż za szczytem Homôľka, na przełęczy Fačkovské Sedlo jest knajpa. No i jak nieopatrznie sprawdziliśmy menu i wyobraziliśmy sobie te haluszki, to już po prostu trzeba było tam dojść. Tym sposobem kolejną porcją zimnych napojów pożegnaliśmy Góry Strażowskie i weszliśmy w Małą Fatrę, część Luczańską.
Przed noclegiem niektórzy mieli jeszcze trochę sił, żeby zbiec do źródeł Nitry, która zaczyna się nieco poniżej Fačkovskégo Sedla, albo zaliczyć fiasko w poszukiwaniu wody gdzieś bliżej miejsca noclegu. Ale kolejny dzień wszystkim przyniósł dużo nadziei i nową porcję energii: upał zelżał. Zostawiliśmy SNP i zaczęliśmy dzień od podejścia na Reváň (ta góra jeszcze z pięknym szerokim widokiem) i chwilę później zdobycia Klaka (ta góra już w chmurach – jak to powtarzał Maui Vaianie: no klątwa). Zbocza Klaka porasta pierwotny bukowy las, który tego dnia wędrujące chmury zmieniły w mroczną i mglistą prastarą puszczę, tajemniczą i nienaturalnie cichą.
Ale pogoda szybko wróciła, choć temperatura zdecydowanie dawała wytchnienie. Kiedy minęło jeszcze trochę zejść, trochę podejść, trochę skał i trochę polan, trochę widoków (m.in. na zupełnie wolny od chmur Klak) i trochę więcej mrocznego bukowego lasu, doszliśmy do przełęczy pod Hnilickou Kýčerou, gdzie nocowaliśmy. Miejsce było bardzo przytulne: dużo miejsca pod namiot, wszystkie szyszki ze świerkowego zagajnika uprzątnięte, działające źródełko w pobliżu (pierwszy nocleg ze źródłem!), narąbane drewno, ławeczki ustawione w krąg, miejsce na ognisko obłożone kamieniami i w środku tego wszystkiego tabliczka z napisem “zakaz rozpalania ogniska”.
Ten dzień przyniósł też spotkanie z Wojtkiem Kotem, który dogonił nas na jednym z postojów, kiedy beztrosko wylegiwaliśmy się na słońcu. Przyszedł, przywitał się, a przed kolejnym postojem zniknął. Miał dotrzeć na nocleg na przełęczy, ale się na nim nie pojawił. Pojawił się za to następnego dnia, znów na jednym z postojów. Widać Kot, jak wszystkie koty, swoimi drogami chodzi.
Wypoczęci po chłodnej (w końcu!) nocy byliśmy gotowi na podejście na szczyt Hnilická Kýčera. W każdym razie tak nam się wydawało, bo góra ta zdecydowanie zasługuje na miano Hnilická Kýčera niesłusznie zwana Braniskiem. Ale zapierające dech w piersiach podejście doprowadziło nas do zapierającego dech w piersiach widoku: mogliśmy podziwiać całą naszą trasę, od Žibrida, przez Kečkę, Wielki Manin, Strażow, Klak, aż po Wielką Lukę. Niedługo później upał wrócił, ale tym razem nadzieja gnała nas do przodu. Nadzieja i głód borówek! Było ich mnóstwo, krzaki aż czerniące się się od owoców. W rezultacie szło się naprawdę dobrze, aż w końcu osiągnęliśmy najwyższy punkt całej naszej wyprawy: Wielką Lukę. Jednak poranny widok z Kiczery i popołudniowy ze szczytu Veterné nieco przyćmił ten z Wielkiej Luki, a dodatkowo przyćmiła go jeszcze bliskość chaty Javorina i znajdujący się tam cud techniki – prysznic! Spełnienie naszej nadziei. Czyści i ponownie napełnieni haluszkami, Kofolą i piwem korzystaliśmy z pięknych widoków na Fatrę Krywańską, Wielkiego Chocza i Wielką Fatrę. Tak wieczorem, jak i kolejnego dnia o wschodzie słońca, kiedy horyzont dodatkowo zwieńczyły ostre szczyty Tatr.
Rano doszliśmy do wniosku, że drobną skazą chaty jest fakt, że chata – tym samym i toaleta – są zamknięte na noc i otwierane dopiero od 8. O tej godzinie już dawno rozkoszowaliśmy się ścieżką wśród borówek, pojawiającymi się od czasu do czasu widokami, bardzo urozmaiconym zejściem i celowaliśmy w zdobycie ostatniego widokowego szczytu na całej trasie: Mincola. Panorama znów nie zawiodła: po tych wszystkich dniach Vtáčnik na południu i Babia Góra, Worek Raczański, Beskid Śląski i Śląsko-Morawski a na północy były już dobrze znanymi widokami. Na samej końcówce zerwaliśmy naszą więź z czerwonym szlakiem, zawiązaną jeszcze na Klaku, by wycisnąć maksimum nawet i z końcówki: z trasy pomiędzy drzewami widzieliśmy (i słyszeliśmy) działający kamieniołom, a wieża widokowa tuż przed ostatnim zejściem roztoczyła przed nami wspaniały widok na zamek Strečno i dolinę Wagu. Po szybkiej Kofoli pobiegliśmy na pociąg, a wizyta w naszej ulubionej pizzerii w Żylinie i wysączony ostatni kufel Kofoli zakończyły całą przygodę.
Plan został zrealizowany. Przeszliśmy przez Góry Sulowskie, Strażowskie i Małą Fatrę Luczańską bez kropli deszczu, nasycyliśmy duszę widokami, umysł panoramami, żołądek wyprażanym syrem z hranolkami i haluszkami, w żyłach płynie Kofola, a przy okazji odkryliśmy, że ci wszyscy Słowacy, których nie ma w mieście, pałętają się po górach z dzwoneczkami przy plecakach.
Czy możliwym jest, aby cisza opowiada niesamowite historie, a pustka skrywała tajemnice i zdarzenia nasycające milczącą dolinę życiem ?
Brzmi ciekawie?
Zapraszamy Was na kolejny już “Weekend w Górach”, który tym razem poprowadzi nas ścieżkami Beskidu Niskiego ukazując jego wielobarwność i wielowątkowość.
Plan na wycieczkę jest prosty – sprawdzić jak kolorystycznie zgrywają się cerkiewne banie z lipcowym lasem. Posłuchać o czym kumkają żaby w połemkowskich dolinach. Zerknąć co się dzieje w konfederackich okopach oraz innych liniach frontu.
A gdyby tak bardziej szczegółowo?
DZIEŃ 1. (sobota, 4 lipca 2026)
Zbiórka: ok. 8:00 – Parking przy wlocie do doliny Nieznajowej (Parking w Rozstajnem)
Wędrujemy z potrzebnymi rzeczami na trasie, czyli na tzw. “lekko”, reszta bagażu (np. namioty, śpiwory zostawiamy w samochodzie). Trasa: Nieznajowa – Wołowiec – Bacówka PTTK Bartne – Przełęcz Majdan – Świerzowa Ruska – Świątkowa Wielka
W przypadku wystąpienia sytuacji losowych lub trudnych warunków pogodowych organizator zastrzega możliwość modyfikacji trasy.
NOCLEG
Studencka Baza Namiotowa Wisłoczek – nocleg we własnych namiotach lub w namiocie bazowym (zgodnie z zaznaczeniem w formularzu). W namiocie bazowym mamy tylko 8 miejsc!
WYŻYWIENIE
Należy sobie zapewnić prowiant na cały czas wyjazdu. Nie ma możliwości zamówienia jedzenia na bazie namiotowej, ale jest możliwość zorganizowania wspólnego ogniska z kiełbasą lub w przypadku chęci uczestników podzielić się zakupami i zrobić wspólny kociołek. Możliwość zjedzenia też obiadu w Bartnem w schronisku w ramach trasy (I dzień).
DOJAZD Z KRAKOWA
W przypadku tego “Weekendu w Górach” opcje transportowe to tylko i wyłącznie samochód prywatny – w obie dni robimy pętle więc nie będzie problemu z rozstawianiem samochodów. Dla ułatwienia dojazdu przygotowujemy arkusz z informacjami kto ma miejsce w samochodzie i prześlemy go zapisanym osobom.
KOSZTY a) Nocleg – opcja w namiocie bazowym – 20 zł – opcja w swoim namiocie – 15 zł b) Wejście do MPN: 10 zł (tylko sobota)
DODATKOWO OPŁACANE INDYWIDUALNIE: – koszty przejazdów samochodami do podziału między pasażerami, – możliwość zamówienia obiadu w Bartnem.
UBEZPIECZENIE
Każdy uczestnik powinien ubezpieczyć się we własnym zakresie. Członkom PTTK przypominamy o opłaconych składkach – macie wtedy ubezpieczenie: https://oakrakow.pttk.pl/dolacz-do-nas/
KONTAKTY
Organizatorzy z ramienia SKPG:
Kinga Delimata telefon kontaktowy: 608 036 899 E-mail: delimatka@gmail.com
Joanna Brynecka telefon kontaktowy:502 563 283 E-mail: abrynecka@onet.pl
ZAPISY
Limit miejsc: 20 osób (kto pierwszy, ten lepszy!) Zapisy przez FORMULARZ.
Zapisy trwają do 22.06.2026 r. do końca dnia lub do wyczerpania wolnych miejsc. W przypadku większej liczby zgłoszeń utworzona zostanie lista rezerwowa. Za “zapisaną” uznaje się osobę, która wypełniła formularz oraz przesłała zadatek.
Dane do przelewu:
Odbiorca: Joanna Brynecka Nr konta: 27 1140 2004 0000 3002 8282 4814 Blik: 502563238 Kwota 10 zł Tytuł przelewu: Weekend w Górach lipiec 2026 – IMIĘ NAZWISKO
W ubiegły weekend (18–19 kwietnia) członkowie naszego Koła mieli okazję uczestniczyć w kolejnym corocznym wyjeździe szkoleniowo-integracyjnym. Tym razem wybór organizatorów – Michała Biela i Krzyśka Magnowskiego – padł na czeskie Morawy, które bardzo szybko oczarowały uczestników wycieczki. Stało się to za sprawą przeciekawych zabytków, pięknych widoków i niesamowitych opowieści snutych przez oprowadzającego nas Krzyśka. Tematem przewodnim wyjazdu była przede wszystkim postać Dušana Jurkoviča – jednego z ulubionych architektów każdego przewodnika beskidzkiego!
W sobotni poranek ruszyliśmy z Krakowa około godziny 6:00. W zastępstwie naszego ulubionego kierowcy, Piotra Mazeli, miał okazję wozić nas pan Maciej (któremu serdecznie dziękujemy za profesjonalną obsługę i towarzystwo). Naszym pierwszym celem były Zbraszowskie Jaskinie Aragonitowe, w których – będąc oprowadzani przez lokalnych przewodników oraz koleżankę Anię Kliczewską – dowiedzieliśmy się nie lada ciekawostek ze świata geologii.
Następnie udaliśmy się do Hostynia, gdzie odwiedziliśmy zabytkową bazylikę z kalwarią autorstwa wspomnianego Dušana Jurkoviča. Po tym przyszła pora na zajrzenie do ogrodów zamkowych we wspaniałym Holešovie, jak również zwiedzanie tutejszej zabytkowej Synagogi Szacha, po której oprowadziła nas lokalna przewodniczka. Przedostatnim punktem dnia była wycieczka do Zlina, gdzie Krzysiek opowiedział nam więcej o przemysłowym obliczu miasta oraz przybliżył postać Tomáša Baťy – twórcy kultowej marki obuwia.
Dzień zwieńczyliśmy w uzdrowisku Luhačovice, gdzie nocowaliśmy. Zanim jednak następnego dnia rozpoczęliśmy zwiedzanie, obficie posililiśmy się w jednym z tutejszych ośrodków oraz spędziliśmy miły wieczór na wspólnych rozmowach.
Drugiego dnia, po opuszczeniu Luhačovic, zajrzeliśmy do Vizovic – miejscowości znanej chociażby z kultowego utworu „Jožin z bažin” w wykonaniu Ivana Mládka. Stamtąd udaliśmy się do Rożnowa pod Radhoszczem, gdzie po tutejszym skansenie oprowadzał nas tutejszy przewodnik, Bartek Chojna, pokazując nam każdy zakątek tego niezwykłego miejsca i racząc barwną opowieścią.
Na koniec nastał czas na prawdziwe „crème de la crème” dla każdego przewodnika górskiego – przełęcz Pustevny i tutejsze schroniska Libušín oraz Maměnka, projektu naturalnie Dušana Jurkoviča. W tym miejscu, przy wspaniałym napitku, spędziliśmy chwilę na podziwianiu wnętrz Maměnki. To był nasz ostatni punkt programu, po którym pełni wrażeń wróciliśmy do Krakowa.
Ogromne podziękowania należą się wszystkim organizatorom i oprowadzającym, a także panu kierowcy, który bezpiecznie przewoził nas pomiędzy wszystkimi punktami. Niezmiennie dziękujemy koleżance Nataszy Figiel za „obsługę” fotograficzną naszej wycieczki – rezultaty jej pracy z aparatem możecie zobaczyć TUTAJ.
Nasi Kołowicze niedawno wrócili z tegorocznej edycji Kwadratlonu (11-12 kwietnia), czyli spotkania studenckich kół przewodnickich. W tym roku SKPB Lublin gościło nas w swojej chyży w Zawadce Rymanowskiej w Beskidzie Niskim!
SKPG Kraków reprezentowali: Patryk Smółka (prezes), Ania Osika, Ewa Sieteska, Zosia Wąchocka, Adrian Dudziak, Konrad Trojan, Marek Węglarz, Marek Wieczorek.
Poza naszą (najliczniejszą!) reprezentacją i gospodarzami w spotkaniu wzięły udział reprezentacje SKPB Katowice, SKPG „Harnasie” z Gliwic, SKPB Warszawa, SKG Warszawa, SKPT Gdańsk i SKPS Wrocław.
Jednym z głównych punktów wczorajszego programu była gra terenowa po okolicy, w ekipie która wygrała, godnie reprezentowali nas Ewa i Konrad.
Wieczorem omawialiśmy tematy związane z działalnością kół, prowadzeniem kursów przewodnickich, wybrzmiał też temat międzykołowej inicjatywy jaką jest Trójsztafeta Karpacka. Otrzymaliśmy zaproszenia na różne kołowe jubileusze, o nich więcej w przyszłości.
Organizację kolejnej edycji Kwadratlonu w przyszłym roku wzięło na siebie SKPT Warszawa, które już teraz serdecznie zaprasza SKPxy do Puszczy Kampinoskiej.
21 marca 2026 r. wybraliśmy się do Warszawy w calach szkoleniowych. Chciałoby się napisać, że jako przewodnicy zmieniliśmy krajobraz z górskiego na miejski, ale realia są takie, że zmieniliśmy go po prostu z krakowskiego na warszawski
Naszym celem było zwiedzanie Państwowego Muzeum Etnograficznego – czasowej wystawy „Formy obecności – Sztuka Łemków/Rusinów Karpackich” oraz Muzeum Katyńskiego.
W pierwszym z nich, świetne oprowadzanie i możliwość spojrzenia na kulturę i sztukę łemkowską z tak szerokiej perspektywy zrobiły na nas duże wrażenie. To była opowieść nie tylko o sztuce, ale też o tożsamości, pamięci i trudnej historii, która dla wielu przestała być oczywista
Później odwiedziliśmy Muzeum Katyńskie, gdzie oprowadzał nas Sebastian Karwat – kierownik i wieloletni pracownik muzeum, a dodatkowo nasz kolega z Koła. To spotkanie zostanie z nami na długo. Prawie cztery godziny opowieści, ogrom wiedzy, dbałość o każdy szczegół i niezwykła umiejętność mówienia o sprawach trudnych w sposób poruszający, ale jednocześnie pełen szacunku do tak wielkiej tragedii historycznej. Były momenty ciszy, ściśnięte gardła i łzy w oczach. Wiele historii naprawdę nami wstrząsnęło.
Wracamy z tego dnia bardzo wdzięczni: za możliwość wspólnego przeżywania, za rozmowy, za wiedzę i za ludzi, którzy potrafią opowiadać świat w tak cudowny sposób.
Relacje video z wydarzenia możecie zobaczyć TUTAJ.
Zapraszamy Was na drugi w tym roku “W̳eekend w Górach” w dniach 25-26 kwietnia 2026.
Będziemy wędrować w Pieninach zagłębiając się w tajemnice świata przyrody – a gdzie szukać najlepszych ciekawostek przyrodniczych, jak nie w Pieninach?
Weekend poprowadzi dwoje przyrodników, pasjonatów botaniki – więc tym razem nie tylko będziemy zdobywać szczyty, ale przyjrzymy się z bliska wszystkiemu, co rośnie, biega i szeleści!
CO MAMY W PLANIE?
Sobota:
Zaczynamy w Krościenku nad Dunajcem i ruszamy przez Czerteż i Czertezik prosto na kultową Sokolicę. Potem czeka nas przeprawa tratwą przez Dunajec i spacer niebieskim szlakiem przez Małe Pieniny, aż do klimatycznego schroniska pod Durbaszką.
Wieczorem planujemy wspólne ognisko pod gwiazdami!
Niedziela:
Wyjdziemy na Wysoką – najwyższy szczyt Pienin, a na koniec naszej wyprawy przejdziemy przez ciekawą dolinę Białej Wody, gdzie przyjrzymy się unikalnej roślinności naskalnej.
Tęsknicie za zapachem lasu, kwitnącymi łąkami i pienińskimi panoramami? Ruszmy na wspólne odkrywanie tajemnic przyrody!
W przypadku wystąpienia sytuacji losowych lub trudnych warunków pogodowych organizator zastrzega możliwość modyfikacji trasy.
NOCLEG: Górski Ośrodek Szkolno-Wypoczynkowy „Pod Durbaszką” Koszt: 48,30 zł + 20 zł pościel/12 zł prześcieradło (w przypadku własnego śpiwora – obowiązkowe). W cenie zawiera się nocleg w pokoju 4-osobowym oraz opłata klimatyczna.
WYŻYWIENIE: W schronisku można zamówić pyszne posiłki bez wcześniejszego zgłoszenia (pierogi, zupy, frytki). Istnieje możliwość zamówienia obiadokolacji w cenie 40 zł (podana o 18:00) i śniadania w cenie 28 zł (podawane o 8:30). W sobotę wieczorem planujemy wspólne ognisko – weźcie kiełbaski, serki i co tam lubicie! Zabierzcie suchy prowiant na szlak i zapas wody (min. 1,5 l).
DOJAZD Z KRAKOWA: Sugerujemy dojazd autobusem DIDI TRANS o 7:25 – odjazd z MDA w Krakowie (kierunek: Szczawnica) 9:39 – przyjazd do Krościenka nad Dunajcem. Bilety należy kupić we własnym zakresie! Możliwe jest też zorganizowanie wspólnych przejazdów autami – będziemy dogadywać to na grupie dla zapisanych.
KOSZTY: Nocleg: 68,30 zł (pościel) / 60,30 zł (śpiwór) Przeprawa tratwą przez Dunajec: ok. 5 zł Wstęp na szczyt Sokolicy: 10 zł (bilet PPN) Przejazdy: wg cenników przewoźników.
Całość wyjazdu to ok. 150-160 zł.
UBEZPIECZENIE: Każdy uczestnik powinien ubezpieczyć się we własnym zakresie. Członkom PTTK przypominamy o opłaconych składkach – macie wtedy ubezpieczenie i zniżki na noclegi! https://oakrakow.pttk.pl/dolacz-do-nas/
KONTAKTY:
Organizatorzy z ramienia SKPG:
Zuzanna Bielańska telefon kontaktowy: 721 950 723 E-mail: zuzbielanska@gmail.com
Bartłomiej Bogusz telefon kontaktowy: 664 736 500 E-mail: bartlomiebogusz@gmail.com
ZAPISY Limit miejsc: 20 osób (kto pierwszy, ten lepszy!) Zapisy przez FORMULARZ
Zapisy trwają do 12.04.2026 r. do końca dnia lub do wyczerpania wolnych miejsc. W przypadku większej liczby zgłoszeń utworzona zostanie lista rezerwowa. Za “zapisaną” uznaje się osobę, która wypełniła formularz oraz przesłała zadatek.
Zapraszamy na sentymentalną podróż do słonecznych chwil i spojrzeć, gdzie razem z Wami „powędrowały” nasze jubileuszowe odznaki, buffy i flagi wykonane w ramach obchodów roku jubileuszowego 70 – lecia SKPG KRAKOW i AKPT.
Kto wie, może na zdjęciach znajdziecie inspiracje dla swoich kierunków podróżniczych w 2026 roku!
W dniach 20-21 września odbył się XXI Międzykołowy Rajd Górski im. Włodzimierza Kulczyckiego, w który zaangażowało się w sumie 9 studenckich kół przewodnickich. Na 10 trasach wędrowało łącznie ponad 130 osób – niniejszym Rajd uznajemy za sukces!
Ześrodkowanie Rajdu miało miejsce w Schronisku na Turbaczu. Na uczestników czekała tam gra terenowa, oprowadzania po OHTG oraz 3 prelekcje: „Bezpieczeństwo w górach” – Paweł Konieczny, „Historia przewodnictwa studenckiego” – Konrad Trojan i „Wszystko o polskich szlakach górskich” – Adrian Dudziak.
Na krakowskiej trasie pojawiło się blisko 40 osób. Wyruszyliśmy z Lubomierza z przeł. Przysłop na Szlak 10 Polan. Drugiego dnia schodziliśmy do Nowego Targu przez Łapsową Polanę.
Nawiązując do rajdowych wydawnictw z lat 60., przygotowane zostało na tę okazję Vademecum, gdzie znalazły się informacje m.in. o przebiegu każdej z tras oraz krótkie notki o historii SKPX-ów, o Włodku Kulczyckim i o rajdach jego imienia.
Rajd Kulczyckiego stał się nierozerwalnym elementem kołowego kalendarza, dlatego bez wątpliwości w przyszłym roku ponownie ruszymy na szlak! Pomysł rajdu międzykołowego również się przyjął i w przyszłości na pewno do niego wrócimy.
Bardzo dziękujemy za pomoc i współpracę wszystkim przedstawicielom klubów i kół, naszym przewodnikom, a w szczególności Ewie Sieteskiej i Konradowi Trojanowi, którzy prowadzili całe wydarzenie. Dziękujemy także Centralnemu Ośrodkowi Turystyki Górskiej PTTK za wsparcie i objęcie swoim patronatem całego wydarzenia.
Relację zdjęciową możecie znaleźć TUTAJ. Film z wydarzenia możecie zobaczyć poniżej:
Wędrowaliśmy wspólnie przez cztery dni (24-27.07.2025r) odkrywając kolejno Pieniny, Gorce oraz Beskid Wyspowy.
Ekipa, która się zebrała to reprezentanci przeróżnych krakowskich uczelni – Uniwersytetu Rolniczego, Uniwersytetu Ekonomicznego, Akademii Górniczo-Hutniczego czy Politechniki Krakowskiej.
Celem naszego Rajdu była przede wszystkim integracja różnych Kół i Klubów Studenckich z Krakowa. Dodatkowo zależało nam, żeby trochę tych gór pokazać, zachęcić do samodzielnego odkrywania i spędzić miło czas na studenckich bazach namiotowych!
Czwartek (24 lipca)
Spotkaliśmy się w Krościenku nad Dunajcem, skąd ruszyliśmy do pierwszego punktu naszej wycieczki – siedziby Pienińskiego Parku Narodowego, gdzie nie zabrakło opowieści o tym czym są Pieniny, ich budowie geologicznej, a także faunie i florze. Po tym przyszedł czas na doświadczenie tego wszystkiego na żywo. Wyruszyliśmy na szlak, który zaprowadził nas pod Zamek Pieniński, zaś potem w kierunku Trzech Koron. Następnie mogliśmy zakrzyknąć „chwała Bogu”, bo na Przełęczy Szopka pozbyliśmy się tłumów turystów i już spokojnie mogliśmy wędrować przez Pieniny Czorsztyńskie, aż do przełęczy Osice. Tam czekała nas mała zmiana planów spowodowana burzą. Koniec końców udało się dotrzeć na Snozkę, a stamtąd już prosto na Lubań!
Piątek (25 lipca)
Kolejny dzień zaczął się dość mgliście. Z wieży było widać jedynie bazę i pojedyncze drzewa dookoła (nawet wierzbówka kiprzyca chowała się gdzieś we mgle). Zabraliśmy więc plecaki i ruszyliśmy w stronę Ochotnicy Dolnej. Ku naszej uciesze wyszło słońce, co pozwoliło nam na krótki odpoczynek nad rzeką. Szlakiem zielonym zaczęliśmy wspinać się w stronę naszego kolejnego celu. Drogę umilały nam widoki na Gorce, Beskid Sądecki, na odleglejszy Beskid Niski, a także kilka opowieści. W końcu naszym oczom ukazała się baza i zanim się obejrzeliśmy, byliśmy już na miejscu.
Sobota (26 lipca)
Tego dnia pogoda także nas nie rozpieszczała. Deszczowe chmury zdawały się wędrować razem z nami – zdecydowanie był to dzień peleryn przeciwdeszczowych, parasoli i wody w butach. Mimo to humory dopisywały, a my wędrowaliśmy do zamierzonego celu, szukając śladów po dzięciołach czy wypatrując salamander. Jedynie wszędzie dookoła płakały buki…. Po wielkiej ulewie, która dopadła nas na Przełęczy Przysłop, zmieniliśmy grupę górską i już dalej prowadziły nas szlaki przez Beskid Wyspowy. Tak oto ukazała nam się tabliczka “Polana Wały” za którą podążyliśmy na nasz ostatni nocleg.
Niedziela (27 lipca)
Plany na ten dzień były ambitne! Mogielica, Ćwilin…! Jednak dostosowaliśmy je do pogody oraz stopnia wysuszenia naszych butów i zdecydowaliśmy się na nie prędkie śniadanie i zejście do Szczawy gdzie zakończyliśmy nasz Rajd.
Podsumowując – za nami cztery dni wędrówki, trzy przemierzone grupy górskie, dwie zdobyte wieże i jeden wspaniały Rajd Oddziału Akademickiego, który dał nam miliard dobrych wspomnień, fajne znajomości i dużą chęć na więcej przygód!