W ubiegły weekend odbył się dwudniowy egzamin wewnętrzny, sprawdzający wiedzę kursantów kuru 2022-2024.
Do egzaminu przystąpiło 20 osób, które uprzednio zdało 14 egzaminów teoretycznych. Wszyscy ukończyli egzamin z wynikiem pozytywnym. Ogromne gratulacje! 🙂
Przed kursantami ostatni sprawdzian – egzamin państwowy. Życzymy Wam dużo powodzenia. A kierownictwu życzymy zasłużonego odpoczynku i dziękujemy za czas i energię które poświęciliście w szkolenie nowego pokolenia przewodników.
Dziękujemy komisji egzaminacyjnej, która przygotowała egzamin i w sympatycznej atmosferze sprawdziła wiedzę i umiejętności kursantów.
W ostatni weekend przedstawiciele SKPG Kraków mieli przyjemność wziąć udział w Kwadratlonie, czyli corocznym spotkaniu studenckich kół przewodnickich.
Był to czas spędzony w gronie świetnych ludzi. Udało się porozmawiać na wiele tematów, pograć na instrumentach, pośpiewać oraz lekko porywalizować.
Dziękujemy SKPB Katowice za organizację wydarzenia i ugoszczenie nas w tak klimatycznym miejscu, jakim jest Chata na Zagroniu oraz SKPG „Harnasie” SKPB Warszawa i SKPT Gdańsk za wspólnie spędzone chwile.
Przewodnicy SKPG Kraków szkolą się nieustannie. Głodu wiedzy i ciekawości nowych miejsc nie da się już u nas wyłączyć. W pierwszy (ciut przedłużony) weekend kwietnia (5-7.04.2024) wybraliśmy się do słynącego z licznych piaskowcowych miast skalnych i efektownych zamkowych ruin Czeskiego Raju. Wizyta ta była możliwa dzięki zaangażowaniu i talentom organizacyjnym Krzysztofa Magnowskiego i Weroniki Ciągały.
Nasze pierwsze kroki w Czechach postawiliśmy w Nowym Mieście nad Metują z urokliwym renesansowym rynkiem i ciekawym XVI-wiecznym zamkiem, w ogrodzie którego podziwialiśmy drewniany most zaprojektowany przez Dušana Jurkoviča, który na poletku beskidzkim kojarzy się głównie z projektem galicyjskich cmentarzy wojennych.
Dalej przejechaliśmy wzdłuż jeziora o wdzięcznej nazwie Rozkoš, by trafić do Kuksu – wsi oryginalnie założonej jako kurort-rezydencja. Zwiedziliśmy tu monumentalny szpital z kamiennym kościołem Świętej Trójcy. Zapoznaliśmy się także z wymownymi barokowami rzeźbami Matyáša Bernarda Brauna – każdy z nas miał okazję odnaleźć przynajmniej jedną, z którą mógłby się identyfikować.
Po skarbach architektury przyszedł czas na cuda natury – piątkowe zwiedzanie zakończyliśmy w Prachowskich skałach nucąc piosenkę Ivana Mládka o takim właśnie tytule (polecamy odszukać w internetowych repozytoriach muzycznych).
Sobota była dużo bardziej intensywna. Spacerowaliśmy po Klokočskich skałach, ale też zeszliśmy do Bozkovskich jaskiń dolomitowych w poszukiwaniu podziemnych jeziorek z przeźroczystą niebieskozieloną wodą. Wypadało też być na najwyższym szczycie Czeskiego Raju, którym jest Kozákov (744 m) – ocenę, czy wypadało tam wjechać autokarem, pozostawiamy do rozstrzygnięcia miłośnikom koron wszelakich (szczególnie koron czeskich).
Oprócz cudów natury tego dnia obejrzeliśmy jeszcze Jiczyn – miasto Rumacajsa, zamek Kost, który ochrzciliśmy czeskim Ojcowem (na sterydach) i pałac w Mnichovo Hradiště.
Ostatniego dnia wyjazdu najpierw spenetrowaliśmy Hruboskalskie skalne miasto, usytuowane bardzo blisko naszego miejsca noclegu – w Sedmihorkach. Odnaleźliżmy tu wczesnogotycką twierdzę Valdštejn, Łoże Adama, a także mnóstwo tworów naszej wyobraźni zaklętych w wychodniach skalnych – mało tego, wiele rzeczy odnaleźliśmy, a nikogo nie zgubiliśmy. I tak to w pełnym składzie wróciliśmy do Krakowa zatrzymując się jeszcze po drodze na zwiedzanie ruin zamku Trosky – w końcu, bo przez trzy dni oglądaliśmy go z daleka z okien autokaru, podziwiając (i dziwując się) usytuowanie wież na potężnych bazaltowych wychodniach, zwanych Babą i Panną.
Wróciliśmy we wspaniałych humorach, z głową pełną widoków i pomysłów na kolejne wycieczki, podśpiewując po czesku „dudlaj da”.
Lód już rozmarzł, wszelkie ślady bytności toru curlingowego zniknęły w czeluściach TAURON Areny, a tam gdzie niedawno ślizgali się przewodnicy i kursanci, stoją zaparkowane samochody. Sezon curlingowy w Polsce ma się ku końcowi – a w tym sezonie w drużynie złożonej z członków SKPG Kraków działo się dużo. Oprócz występów na większości krajowych turniejów, wstąpili do Polskiej Federacji Klubów Curlingowych, rozegrali swoje pierwsze mecze w Polskiej Lidze Curlingu i wcinając pyszne haluszki zainaugurowali międzynarodową karierę na turnieju Tatras Open Air w słowackich Smižanach,. Przed nimi ostatni turniej w tym sezonie – o Czarny Kamień, rozgrywany na lodowisku w niesamowitym Nikiszowcu. Trzymamy kciuki!
Wszystkich chętnych zapraszamy do obserwowania profilu naszej drużyny curlingowej KKC Strażnicy Parkingu na Facebooku i Instagramie.
Na zdjęciu poniżej zebrano trzech pracowników tego samego Instytutu. Jeden z nich zaczynał od biologii komórki, lecz sławę przyniósł mu inny kierunek badań. W międzyczasie pomieszkiwał nad Dunajcem, więc jako uważni uczestnicy pewnie go szybko rozpoznacie. Drugi urodził się w miejscowości na Pogórzu Dynowskim i najbardziej interesowała go fauna wodna. My zaś chcemy Was zapytać o trzeciego dżentelmena, który był badaczem fauny i działaczem wielu kategorii: niepodległościowym, społecznym, turystycznym czy ochrony przyrody. W kraju zasłużył się zarówno po stronie morskiej, jak i górskiej. Dokonał kilku pierwszych przejść w Tatrach, a jednemu z nich kolorytu dodaje fakt, że nad wyraz upodobał sobie pewnego pluskwiaka, któremu poświęcił kilka dzieł. Zdarzyło mu się też pokierować wycieczką na dach Europy. Natomiast w skali świata jako pierwszy Polak wdrapał się dość wysoko ustanawiając ówczesny polski rekord wysokości, a przy okazji oczywiście realizując pracę naukową. W odpowiedzi podajcie nam nazwisko tej ciekawej postaci oraz nazwę wspomnianego owada.
Odpowiedź:
Na zdjęciu widnieją pracownicy Panowie z Instytutu Zoologii Uniwersytetu Lwowskiego: Rudolf Weigl – wynalazca szczepionki na tyfus plamisty, który przez jakiś czas prowadził laboratorium w Krościenku na Dunajcem; urodzony w Błażowej zoolog Jan Grochmalicki specjalizujący się w mięczakach i skorupiakach m.in. Świetezi i Bajkału oraz Antoni Jakubski, który na przestrzeni swojego życia łączył naukową karierę zoologiczną z pasją górską oraz służbą dla kraju. Jako pierwszy Polak zdobył w 1910 roku Kilimandżaro. Rok później, jako kierownik wycieczki Akademickiego Klubu Turystycznego wszedł na Mont Blanc. Uprawiał też taternictwo, dokonując m.in. pierwszego przejścia Czerwonej Turni, co w pytaniu połączyliśmy z faktem, że pozostawił po sobie monografię czerwca polskiego – owada, któremu zawdzięczamy nazwę miesiąca ’czerwiec’ i będącego przez lata źródłem jednego z głównych towarów eksportowych Polski, czyli czerwonego barwnika dla farbiarstwa i malarstwa. Ponadto był jednym z organizatorów polskich morskich badań biologicznych i Morskiego Laboratorium Rybackiego.
Jednym z obowiązkowych zaliczeń kursu przewodnickiego SKPG Kraków jest INO – impreza na orientację. Wielu z Was ma to zaliczenie za sobą, może niektórzy przed sobą, a jeszcze innym pozostaje gdybanie, czy poradziliby sobie z odnalezieniem zadanych zagadką punktów w terenie. A my w Konkursie Całorocznym prosimy o wskazanie rośliny, której ludowa nazwa jest tożsama z nazwą pewnych zawodów na orientację – znanych oczywiście także poza środowiskiem kursanckim i przewodnickim. To jeszcze nie wszystko. Roślinę już macie – kolejna potrzebna Wam informacja to imię pewnej mitycznej morderczyni często łączonej z tą rośliną. No i teraz już z górki – imię morderczyni jest drugim członem nazwy pewnego przedstawiciela królestwa zwierząt, występującego w Karpatach. Natomiast pierwszy człon nazwy tego zwierzęcia może się kojarzyć i z Karpatami i z Górami Świętokrzyskimi i z Himalajami też. Podsumowując odpowiedzią na to pytanie są 1. nazwa rośliny, 2. nazwa zwierzęcia.
Odpowiedź:
Ciąg skojarzeń tej zagadki rozpoczyna się „Mordownikiem” – tak nazywają się zawody na orientację dla (jak piszą o nich sami organizatorzy) „ludzi, którzy lubią się zszargać w wąwozach i krzakach”. Jednocześnie „mordownik” to ludowa nazwa tojadu mocnego. Według mitologii greckiej roślina ta powstała ze śliny trójgłowego psa Cerbera – stróża Hadesu. Trucizny tojadu miała użyć kapłanka bogini Hekate, Medea, by otruć swego pasierba Tezeusza (próba na szczęście nieudana). „Medea” to także drugi człon nazwy motyla dziennego z rodziny rusałkowatych – górówki medei, który w Polsce występuje tylko w Karpatach i lokalnie w Górach Świętokrzyskich.